NIE-PORADNIK, NIE-CODZIENNIK
Blog > Komentarze do wpisu

DZIEŃ DOBRY, DOBRY DZIEŃ!

I natrętna myśl łazi mi po głowie. Uwielbiam Dzień Mamy, Dzień Babci, Dzień Dziecka, nawet Dzień Czekolady i Pluszowego Misia, ale niekoniecznie przygotowane, wyreżyserowane, z jednodniowym terminem płatności, wpisane w kalendarz jak termin wizyty u dentysty.

Kilka miesięcy temu moja mama, a wtedy, z racji przypadającego święta, po pierwsze babcia moich dzieci, dostała od swojej wnuczki zrobioną w przedszkolu laurkę: życzenia do rymu spisane ręką Pani i odcisk dłoni NAJMŁODSZEJ. Przedszkolaki przygotowały dla babć i dziadków wierszyki i piosenki. Było coś o kokach, falbankach, włóczkach, kotach, fajkach i wąsach. Dzieci mruczały pod nosem o swych "sercach wypełnionych miłością i wdzięcznością", a babcie skulone na maleńkich krzesełkach ocierały łzy z policzków, dziadkowie też... Siedziałam tam i ja (z boku, trochę nielegalnie) i rozglądałam się po sali. Babcie od foteli bujanych i szalików na drutach nie przyszły. Może zapowiadała się sroga zima, może powidła, może ciasto w piecu... Nie wiem, ale jednak nie przyszły. Babcia NAJMŁODSZEJ przyszła: z torbą na laptopa na kolanach, przełożone dwa spotkania, telefon, mogę się założyć, wściekle  wibrujący gdzieś w kieszeni, ale babcia przyszła. Dziadek Stasia przyleciał samolotem ze Szwajcarii,  specjalnie na występ swojego wnuka. Babcia Oli filmuje uroczystość siedząc na parapecie. Dobrze, że oni przyszli...

A laurka...

- Jaka piękna! I Twoja rączka!- zagaduje babcia.

- To nie moja rączka, tylko Stasia.- odpowiada rzeczowo NAJMŁODSZA.

Chciałyśmy wymieniać, znaleźć, oddać, ale dziadek Stasia już ze Stasiem wyfrunął na lody, by potem z krawatem umazanym czekoladą odlecieć... samolotem.

- Nie przejmuj się babciu. To jest moja rączka!- I NAJMŁODSZA dłonią nie najczystszą, trochę spoconą zostawiła babci na bluzce odcisk... Nie na sercu, raczej w okolicach pępka, ale przynajmniej nie miałyśmy wątpliwości, że to TA rączka.

 

Kilka dni temu siedziałam znów, choć tym razem legalnie, na małym krzesełku, w dusznej przedszkolnej sali słuchając piosenek i wierszyków z okazji Dnia Mamy, a było coś o "kwiatkach, bratkach, tulipankach" i "miłości wdzięcznej jak rym w tej piosence" . Dostałam od NAJMŁODSZEJ serduszko z masy solnej i od MŁODSZEGO... serduszko z masy solnej. (Niestety, nie mogę pozbyć się myśli, że to może być serduszko od Stasia lub Agatki.)

W piątek widziałam STARSZEGO jak w przerwie między myciem zębów, a powtórką z angielskiego maluje laurkę, bo przecież w sobotę Dzień Mamy... W wazonie, schowane stoją bukiety kwiatów, bo Dzień Mamy.

I natrętna myśl łazi mi po głowie. Uwielbiam Dzień Mamy, Dzień Babci, Dzień Dziecka, nawet Dzień Czekolady i Pluszowego Misia, ale niekoniecznie przygotowane, wyreżyserowane, z jednodniowym terminem płatności, wpisane w kalendarz jak termin wizyty u dentysty. Uwielbiam prezenty,  ale raczej te nieoczywiste, prezenty dziwne, bez okazji, lepkie bezkształtne, nieporęczne, ulotne, ale prawdziwe...


- Co to jest NAJMŁODSZA?

- Kurczaczek. Dla ciebie.

Szaro-buro-plastelinowa bezkształtna bryła. Kurczaczek. DLA MNIE!

- A czy on może siedzieć tutaj, na parapecie?

- Nie. On jest jeszcze w jajku, a jajko jest w błocie i ty musisz na nim teraz siedzieć, żeby się wykluło.

 

- MŁODSZY, dlaczego nie śpisz?

- Kochasz mnie?

- Potworrrrrrnie.

- Ja ciebie też potworrrrrrnie. Mogę spać u ciebie?

- Ale ja mam bałagan na łóżku, muszę poskładać pranie i...

- Wcisnę się.- I już biegnie z poduszką pod pachą. Cofa się po królika i po chwili leży pod moją kołdrą.- A teraz możesz posprzątać.- I zamyka oczy.

 

- Dlaczego mi nie pokazałeś dzienniczka wczoraj?

- Żeby Ci nie psuć humoru...

- To dlaczego pokazujesz mi dzisiaj?!

- NAJMŁODSZA ma kaszel, MŁODSZY gorączkę... Przy tym moja uwaga to pestka. Zdrowie jest najważniejsze, a ja jak na razie dobrze się czuję, więc nie masz się co o mnie martwić. To tylko dzienniczek...

 

Sobota. Dzień Mamy. Zadzwoniłam do mojej mamy, by jej powiedzieć, że te wszystkie laurki ode mnie, które kiedyś rysowałam to nic takiego, że życzenia "z głębi serduszka" to trochę naciągana historia, ale:

- Kocham potworrrrrrrrrnie, rozumiem, i składam najszczersze życzenia, wyrazy uznania i..

I mój głos w słuchawce zagłuszył gromki śpiew moich dzieci, jej wnucząt, nasze porozumienie ponad podziałami, nasze "matka matkę zrozumie":

- Babciu, posłuchaj co wymyśliliśmy dziś rano:

"Kochana mamo, gdy będę duży to Ci przywiozę armatę z podróży,

swym głośnym hukiem ta gruba rura

będzie odstraszać komary z podwóra."

niedziela, 27 maja 2012, zelkozercy

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/05/27 21:40:13
Idealny blog ;d
-
zelkozercy
2012/05/27 21:50:40
to ja się czerrrrrwienię, potworrrrrrnie ;) dzięki
ŻelkoŻercy | Wypromuj również swoją stronę